KONTAKT:

  • Home
  • Tulimowski & Sterlińska Ginekologia Położnictwo

Dolegliwości żołądkowo-jelitowe w ciąży

Co zrobić aby nie było nudności? Dlaczego mam wymioty?
Nudności i wymioty to niestety jedne z bardzo charakterystycznych objawów wczesnej ciąży. Z reguły ulegają one złagodzeniu około 10 tygodnia a większość dolegliwości ustępuje po 13 tygodniu ciąży.
Co robić aby zmniejszyć te przykre dolegliwości?
Najlepiej zastosować odpowiednią dietę.
Nudności i wymioty:
-najczęściej nasilone w godzinach porannych / pusty żołądek/

Co robić?
W godzinach porannych-na czczo przed wstaniem z łóżka zjeść 2-3 sucharki, herbatniki, suchą bułkę. migdały. po pół godzinie można wypić ciepłą herbatę, może być imbirowa lub sok z owoców cytrusowych. Gdy nudności występują wieczorem należy zjeść płatki zbożowe, biszkopty. Spożywane potrawy powinny być gotowane lub pieczone i zawierać niewielką ilość tłuszczu.

Dobrze tolerowane pokarmy to:
sucharki, sucha bułka, płatki zbożowe, gotowane ziemniaki, drób-białe mięso, gotowane jajka, świeże owoce i warzywa, soki z owoców cytrusowych, kapusta, kiszone ogórki.
Herbaty:
miętowa, rumiankowa, imbirowa, malinowa.

Dodatkowo należy:
przebywać dużo na świeżym powietrzu
spać w przewietrzonym pokoju
wyeliminować w domu zapachy np. z kuchni

Czego nie robić:
wystrzegać się uczucia głodu ale jednocześnie nie przejadać się.
unikać potraw tłustych, ciężkostrawnych, smażonych
unikać kawy naturalnej oraz herbaty z nadmierną ilością mleka
pikantnych i intensywnie pachnących przypraw.

Pozdrawiając wszystkie przyszłe mamy mam nadzieję że kilka praktycznych rad zmniejszy nudności tak przykre w I trymestrze ciąży.

Światło w moich rękach. Dr Beata Sterlińska-Tulimowska

Autor: Anna Jarosz – artykuł pochodzi z miesięcznika „Zdrowie”

Zawsze uśmiechnięta, życzliwa, ciekawa drugiego człowieka, ale nie ciekawska. Profesjonalna, perfekcyjna, ale i niezwykle skromna. Beata Sterlińska-Tulimowska, ginekolog, kobieta, którą zafascynowały możliwości jakie daje laser, zwłaszcza w leczeniu nietrzymania moczu i ginekologii estetycznej.

Beata Sterlińska-Tulimowska była równie dobra z przedmiotów humanistycznych, jak ze ścisłych, przejawiała zdolności artystyczne i muzyczne. I chociaż do końca nie wiedziała, jaką drogę zawodową wybierze, medycynę poważnie rozważała. – Wyboru pomogli mi dokonać rodzice, którzy uważali, że medycyna daje ogromne możliwości rozwoju osobistego, ale też jest konkretnym zawodem – opowiada.

Maturę w renomowanym warszawskim liceum im. S. Batorego zdała bez problemów. Niestety, zabrakło kilku punktów i na medycynę nie została przyjęta. – To był dla mnie ogromny szok – wspomina. – Do tej pory wszystko szło doskonale, a tu nagle… bęc. Nie jestem taka dobra? Zmobilizowałam się jednak i następnego roku zdałam z 8. wynikiem. Same studia to był dla mnie czas sukcesów. Uczyłam się z pasją. Dostałam stypendium naukowe. Czego więcej chcieć?

U świętej Zofii

Na jeden ze staży Beata Sterlińska trafiła do warszawskiego szpitala ginekologiczno-położniczego im. św. Zofii.

– Być może ten szpital mnie zaczarował – mówi. – Urzekli mnie ludzie, atmosfera, wielka dbałość o pacjentki. Imponowało mi, że nikt z personelu nie pokrzykuje, że są szanowane. To w świętej Zofii przekonałam się, że bez empatii, bez zrozumienia pacjentek, ich lęków, obaw, czasem też dramatów nie można dobrze wykonywać swojej pracy. Polubiłam tę pracę i zostałam na 10 lat. Im więcej wiedziałam, im bliżej poznawałam ginekologię, tym bardziej byłam nią zachwycona. Wykonywanie zabiegów, operacji, cesarskich cięć sprawiało mi wielką przyjemność. Dużo operowałam i szło mi bardzo dobrze. Kiedyś jeden z anestezjologów, który był przy cesarskim cięciu, zapytał mnie tonem, w którym wyczułam uznanie: „Jak długo to robisz?”. Odpowiedziałam, że kilka miesięcy. Popatrzył z niedowierzaniem. Położne też mnie chwaliły. Często powtarzały, że wszystkie brzuchy po moim cesarskim cięciu goją się doskonale, a blizny są prawie niewidoczne.

Na swoim

– Kiedy miało przyjść na świat moje drugie dziecko, zrezygnowałam z pracy w szpitalu – mówi szczerze. – Chciałam mieć więcej czasu dla dzieci i rodziny. Ale z zawodem nie zerwałam. Rozwinęłam praktykę prywatną, którą prowadzimy razem z moim mężem, Jackiem Tulimowskim. To mi daje dużą wolność, niezależność, co wcale nie oznacza, że jest mniej pracy. Myślę, że pracując na własny rachunek, trzeba się bardziej starać. Nie ma się za kogo schować, nie można powiedzieć „to nie ja, to kolega”. Z drugiej strony praca we własnym gabinecie pozwala dzielić czas między zawodową pasję a rodzinę, która jest dla mnie niezwykle ważna. Mąż, dzieci, rodzice, wspólne posiłki, długie rozmowy, wspomnienia, których dzieci chętnie słuchają – to bezcenne chwile pozwalające docenić piękno i wartość życia i tak po prostu cieszyć się nim.

Zamiast skalpela laser

– Praca w swoim gabinecie ma dobre i złe strony – mówi Beata. – Mogę sama decydować o tym, ile godzin pracuję i kiedy, co pozwala mi być z mężem i dziećmi, gotować dla nich… Ale są też ograniczenia – nie operuję, nie asystuję przy porodach, co postrzegam jako utratę części frajdy z wykonywania mojego zawodu. Trochę za tym tęskniłam i chyba z tej tęsknoty – i nie ukrywam, że za namową męża – zainteresowałam się wykorzystaniem laserów w ginekologii. Zresztą to właśnie mąż stale zachęca mnie do zdobywania nowych umiejętności, wiele podpowiada, stara się o dobry wizerunek gabinetu. Ale sama też szukam innowacji…

Początkowo pracowała na laserze biostymulacyjnym i dwutlenkowo-węglowym, obecnie wykorzystuje laser erbowo-yagowy. – Po przestudiowaniu fachowej literatury dowiedziałam się, że daje on wielkie i nowe możliwości leczenia – wyjaśnia. – W 2012 roku zaczęłam wykorzystywać laser do leczenia nietrzymania moczu oraz w ginekologii estetycznej. Szybko okazało się, że osiąga znaczne sukcesy w tej dziedzinie. Poproszono ją o przygotowanie cyklu wykładów dla lekarzy zainteresowanych terapiami ginekologicznymi z wykorzystaniem laserów.

Dwa lata temu została szkoleniowcem firmy Fotona, światowego lidera w produkcji laserów, a rok temu – wykładowcą Laser and Health Academy.
– Ale najważniejsze jest to, że mogę pomagać kobietom – podkreśla. – Jest wiele metod walki z nietrzymaniem moczu, wiele się o tym mówi, lecz wciąż za mało, bo ogromna liczba kobiet zmaga się z tym problemem i nawet z ginekologiem nie rozmawiają o tym. Obecnie wraz z prof. Janiną Markowską z Kliniki Ginekologii Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu pracujemy nad standardami leczenia pacjentek z nietrzymaniem moczu, atrofią pochwy, które mają za sobą leczenie onkologiczne. To wielkie wyzwanie, bo do tej pory niewiele można było zaproponować tym kobietom.

Kontynuując przeglądanie tej strony, domyślnie akceptujesz użycie ciasteczek tzw. cookies. więcej...

Ustawienia cookie na tej stronie są ustawione domyślnie na "zezwalaj na pliki cookie", aby dać Ci najlepszy sposób przeglądania z możliwych. Jeśli w dalszym ciągu korzystasz z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub klikając na przycisk "Akceptuję", wyrażasz na to zgodę.

Zamknij